piątek, 29 lutego 2008

Oby do przodu

Jakiś czas temu nastał rok 2008 a ja słowa nie napisałem, co też dość dobitnie wypomniała mi Novika. Obiecałem jej, że się "wezmę i zrobię". Niestety na obietnicy się skończyło. Problem nawet nie w tym, że jestem z natury leniwą bestią, której się po prostu nie chce siadać do klawiatury. Problem w tym, że początek tego roku jest w sumie strasznie nudny. Co prawda w moim życiu osobistym dzieją się pewne rzeczy np. jutro moja córeczka skończy roczek ale to nie są wydarzenia o których warto pisać. Właściwie byłoby to wręcz podobne do robienia sobie fotek na tle samochodu i umieszczanie ich na jakimś serwisie społecznościowym.
Poza tym w założeniu miałem opisywać swoje przemyślenia sprowokowane otoczeniem. A tu jak na złość cisza. Jeszcze chwila i zacznę tęsknić z PISem u władzy :-(
Skoro nie mam na co narzekać w polityce to pomyślałem sobie, że zawsze mogę sobie pomarudzić na temat komputerów.
No właśnie. Ostatnio przeczytałem fajny felietonik jakieś laski, która będąc na Wyspach chciała używać na swoim kompie linuxa. Generalnie opisywała swoje rozczarowanie faktem, że tamtejsi ludzi są delikatnie mówiąc mało skorzy do jakichkolwiek zmian.
Niestety jak się chwilę nad tym zastanowiłem to wyszło mi, że większość ludzi, bez względu na adres zamieszkania, uważa, że nowe jest czymś strasznie niebezpiecznym a do tego wymaga nauczenia się jakiejś nowej umiejętności.
Na szczęście nie wszyscy są tacy bo inaczej chyba by się nie udało stworzyć obecnej cywilizacji? Ja to widzę tak: siedzi sobie jakiś małpolud i grzebie patykiem w ziemi. W tym momencie z sąsiedniej jaskini przybiega jego ziomal z kamieniem w ręku i stara mu się pokazać swój wiekopomny wynalazek. "Zobacz Stary ale mam tu fajne coś. Można tym rzucać!" A na to nasz znajomy sceptycznie "Eee tam... To trzeba celować, to jest tylko dla maniaków celowania. Poza tym ten kamień to trzeba zaostrzyć. To za trudne. A poza tym patyk fajnie wygląda" Itd. Gdyby teraz nasz wynalazca był trochę mniej cierpliwy to dzisiaj zamiast pisać na klawiaturze pewnie bym siedział i grzebał patykiem w ziemi.
A tak pokazał swój wynalazek jeszcze 10 innym jaskiniowcom i przekonał być może z tego dwóch. Potem się okazało, że łatwiej odgonić tygrysa szablastozębnego rzucając w niego kamieniem niż machając mu przed nosem patykiem co spowodowało, że z użytkowników kamienia nagle zrobiła się większość... No i dzisiaj mamy komputery, samochody itd.
Niestety dalej potykamy się o tych co wolą "sprawdzone" metody od nowoczesnych rozwiązań.
Dlatego rozwój ludzkości jest skokowy. Najpierw danej rzeczy używa garstka i nagle się okazuje, że to oni są najlepiej przystosowani. Natomiast jeśli jakiś wynalazek nie wpływa na polepszenie jakości życia to i tak wreszcie całkiem zaniknie, lub poczeka sobie na lepsze czasy (przykład: cement).
Biorąc to wszystko pod uwagę nie bądźmy tymi grzebiącymi patykiem. Nie bójmy się wynalazków. Bycie gadżeciarzem to na prawdę nie grzech.