Czytając co ciekawsze zdania na temat sztuki walki, której jestem ogromnym fanem od kilku lat (aktywnie), postanowiłem napisać poniższy tekst.
Na temat Aikido udało mi się już słyszeć najbardziej fantastyczne teorie... Oczywiście większość z nich pochodzi od tzw. "internetowych aikidoków". Pojęcie to wymyślił shihan Wysocki i oznacza ono ludzi, którzy o Aikido wypowiadają się na wszelkich możliwych forach internetowych, lecz na macie jakoś nie zdarzyło się im być.
Ale można je też czasami przeczytać w książkach. Przykładem publikacji napisanej przez gościa, który zaburza mój światopogląd mówiący, że każdy ssak ma mózg: "Techno, aikido, amulety" - Robert Tekieli
No więc aby odpowiedzieć na pytanie czym Aikido nie jest to najpierw napiszę w jednym zdaniu czym ono jest. To sztuka walki oparta w ogromnej większości na wykorzystywaniu ataku przeciwnika. No i to w zasadzie na tyle!
A teraz kilka kwiatków, które udało mi się przeczytać, lub usłyszeć od znajomych:
- Aikido to sekta.
W tym komicznym stwierdzeniu najbardziej mnie zawsze bawiły uzasadnienia, które nawiasem mówiąc zawsze traktowałem jako dobry żart. A brzmią one:- "bo Aikidocy kłaniają się do obrazka jakiegoś staruszka". No tak... Odkąd dowiedziałem się, że kłanianie się komukolwiek może być potraktowane jako "praktyki sekciarskie" to przestałem się kłaniać znajomym emerytkom ;-)
A tak poważnie (choć trudno mi traktować ten zarzut w ten sposób) to kłanianie się do portretu twórcy jest zwyczajnym wyrazem szacunku dla człowieka, który tą sztukę opracował. Przecież nikt poważny nie będzie mówił o sekciarstwie jeśli będziemy się kłaniać (i składać kwiaty) przed pomnikiem np. Chopina, lub Kopernika! Poza tym należy pamiętać, że ukłony skierowane do starszych są bardzo silnie powiązane z tradycją japońską. Ale nie religią, bo to nie jest tożsame. Choćby z tego względu, że Japończycy od kilku wieków są narodem wieloreligijnym. - "bo w shintoizmie modły odbywają się przez ruch, więc cały trening to jedna wielka modlitwa". No ręce opadają (o żuchwie nie wspominając). Bo skoro tak to proponuję zabronić lekcji W-F w szkole. Obawiam się tylko, że te "odzyskane" godziny zostaną wykorzystane do zwiększenie lekcji mającej szerzyć pewną dominującą w tym kraju religię... O samym Shintoizmie proponuję poczytać np. na wikipedii http://pl.wikipedia.org/wiki/Shint%C5%8D
- "bo Aikidocy kłaniają się do obrazka jakiegoś staruszka". No tak... Odkąd dowiedziałem się, że kłanianie się komukolwiek może być potraktowane jako "praktyki sekciarskie" to przestałem się kłaniać znajomym emerytkom ;-)
- Aikido jest źródłem energii kosmicznej.
Niestety tych co chcą ćwiczyć mając nadzieję na zmniejszenie rachunków za prąd muszę rozczarować... Nie zauważyłem aby sensei Tytus (czy też shihan Wysocki) razili gromami (choć przy Yonkyo bywa, że tracę tą pewność ;-) ).
Ale teraz serio. Nie uskuteczniamy na treningach żadnej magii. Żadnego Chi, czy innych wewnętrznych energii nie ćwiczymy. I choć w internecie pełno jest filmików "pokazujących" działanie Ki pod postacią ognistych kół czy też innych ciekawostkach rodem z Mortal Combat, to trzeba pamiętać, że są to filmiki robione, albo przez zgrywusów, albo przez ludzi, którzy chcą wierzyć (a takich nigdzie nie brakuje).
Sama idea siły Ki w Japonii jest u nas często źle interpretowana. W przeciwieństwie do Chińczyków, którzy w swojej filozofii dopuszczają istnienie pewnych energii wewnętrznych (Chi) to Japończycy siłę Ki traktują bardzo fizycznie. Wg nich jest to po prostu środek ciężkości ciała (mniej więcej 5 cm poniżej pępka i tyleż samo w głąb). Ki jest po prostu zamianą energii potencjalnej w kinetyczną (dokładniej: zmiana wektora pędu przeciwnika poprzez przyłożenie odpowiednio skierowanej, choć stosunkowo niewielkiej siły biorącej się ze zmiany energii potencjalnej środka ciężkości w energię kinetyczną). - Aikido uczy stałej koncentracji poprzez ćwiczenia medytacyjne.
Wiem, że niektórzy starają się uczyć swoich adeptów, że należy być ciągle skoncentrowanym aby móc natychmiastowo odparować nawet niespodziewany atak. Taką sprawność ma się (niby) zdobyć poprzez ciągłe ćwiczenia medytacyjne.
Dla każdego kto choćby zetknął się ze sztukami walki powyższy tekst powinien być totalną bzdurą. Po pierwsze nikt z gatunku homo sapiens nie jest w stanie być ciągle skoncentrowanym, gdyż mózg nie jest w stanie w ten sposób pracować. Po drugie sama idea spodziewania się "niespodziewanego ataku" trąci mi trochę paranoją, którą mieliśmy okazję podziwiać w genialnej "Różowej panterze" (tej z Petterem Sellersem) ;-)
Poza tym większość specjalistów w sztukach walki (tych którzy naprawdę to stosują - np. komandosi) uważają, że podczas walki należy się jak najbardziej rozluźnić, aby móc walczyć jak najbardziej "na zimno", z rozmysłem. Dlatego ćwiczy się raczej reakcje aby ciało wykonywało pewne czynności samodzielnie bez myślenia o tym (tak jak podczas jazdy samochodem. Koncentrujemy się tylko na pewnych szczegółach, ale większość czynności wykonujemy automatycznie. A podczas wypadku działają już tylko odruchy). To dlatego ćwiczymy techniki setki i tysiące razy zamiast siedzieć i spod półprzymkniętych oczu wgapiać się w matę.
Więcej bzdur na temat Aikido nie pamiętam, gdyż były zbyt fantastyczne aby zaprzątać sobie nimi głowę. Ale jeśli macie jakieś fajne, śmieszne, lub totalnie głupie "prawdy" o Aikido powstałe w eee ciekawych umysłach otaczających nas ludzi to zapraszam do dyskusji ;-)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz